Cienie nad Camelot – bo kooperacja może być fajna!

shadowsovercamelot700350

Jeszcze w szaleńczych latach młodości, pojechałam z kolegą autostopem do Białegostoku grać w planszówki. Tam, w przypadkowym mieszkaniu losowego znajomego z Pyrkonu (pozdrawiam Przygarniętego) zagrałam w grę, która od tamtej pory nie dawała mi spokoju. Kooperacja, okrągły stół, urocze figurki rycerzy, bohaterskie czyny i zdrajca – Shadows over Camelot oczarował mnie wtedy zupełnie. Teraz, kiedy mój planszówkowy gust zmienił się i rycerskie przygody zamieniłam na suche uprawianie roli, obawiałam się, że czar tej gry pryśnie, a sentyment nie wystarczy, żeby ją obronić. W końcu jednak zagrałam i muszę przyznać, że chcę więcej!

pic998247_md

Właściwie o zawartości pudełka i jakości elementów nie muszę nawet wspominać. Gra została wydana przez wydawnictwo Days of Wonder i trzyma poziom. Pudełko jest dosłownie wypchane elementami, mnóstwo kart, figurki, plansze, kości i żetony, a wszystko to ma miejsce w doskonale przygotowanej wyprasce. Mechanicznie gra jest prosta, nie ma w niej nic zaskakującego, ani nowatorskiego. Na początku każdy z graczy losuje postać, jednego z rycerzy Okrągłego Stołu. Każdy ma specjalne umiejętności, które odpowiednio wykorzystane pomogą nam w odniesieniu chwalebnego zwycięstwa. Następnie dostajemy kartę „lojalności”, w grze może pojawić się jeden zdrajca, który będzie próbował krzyżować nam plany (karta zdrajcy może zostać niewylosowana, więc zdrajca nie uczestniczy w każdej pratii).

Przebieg tury jest prosty, rycerz ma dwa obowiązkowe ruchy.

W fazie zagrożenia musi zrobić coś złego:

  • dołożyć katapultę (przegrywamy, kiedy nazbiera się ich 12)
  • wziąć wierzchnią kartę z czarnej talii (mogą to być karty przeszkadzające w poszczególnych questach)
  • wziąć karty specjalne )które z reguły są jeszcze gorsze)
  • poświęcić punkt życia (przegrywamy, jeśli wszyscy zginą).

Później czas na chwalebne czyny, a mogą być to:

  • pociągnięcie dwóch kart z białej talii (są tam karty potrzebne nam do wykonania questów i karty specjalne)
  • wyruszyć na wyprawę
  • będąc na wyprawie dołożyć kartę, walczyć z katapultą, zagrać kartę specjalną lub oskarżyć podejrzanego rycerza o zdradę.

 

pic998238_md

Gra kończy się, kiedy okrągły stół zostanie zapełniony mieczami, które zyskujemy za skończenie questów. Przy przewadze białych mieczy (dostajemy je za udane wyprawy) Camelot został uratowany, a lojalni rycerze wygrywają. Jeśli jednak na stole będzie leżeć większość czarnych mieczy (dostajemy je za przegrane questy, fałszywe oskarżenia, a także na koniec gry za nieujawnionego zdrajcę). Niektóre questy są odnawialne, możemy wielkrotnie odnieść porażkę lub dołożyć białe miecze za sukces, inne są jednorazowe. Te drugie to wyprawy, w których będziemy próbować zdobyć artefakty: Graala, zbroję Lancelota i Excalibur, które również pomogą nam w rozgrywce.

pic998248_md

Tak naprawdę jeśli chodzi o mechanikę i zasady to tyle. Więc, jak to się dzieje, że ta kooperacyjna gra, tak bardzo przypadła mi do gustu, pomijając sentyment, oczywiście. W jakiś sposób wzbudziła emocje i odwołała się do tej cząstki mnie, która z przygód wcale nie wyrosła. Motyw zdrajcy wprowadza do gry masę podejrzeń i rzucanych na prawo i lewo oskarżeń, co pozwala na prowadzenie rozgrywki również na poziomie psychologicznym, co bardzo lubię. Gracze mogą porozumiewać się ze sobą odnośnie kart, które mają na ręcę w sposób bardzo ogólny, najlepiej używając określeń związanych z naszą przygodą, co sprawia, że my sami tworzymy sobie klimat.
Po naszej rozgrywce mieliśmy wrażenie, że zdrajca miałby zdecydowanie łatwiej, gdyby został ujawniony. Jeśli rzeczywiście tak jest, byłaby to duża wada Shadows over Camelot. Mam jednak nadzieję, że to po prostu nasz zdrajca nie popisał się taktyką i blefem, a z mechaniką gry jest wszystko w porządku.

pic1380273_md

Właściwie Shadows over Camolet polecam sprawdzić wszystkim. Gry kooperacyjne zupełnie mi nie podchodzą ze względu na moją potrzebę rywalizacji, jednak w Shadows się odnalazłam i bardzo dobrze bawiłam. Dzięki wprowadzeniu postaci zdrajcy w pewien sposób gramy nie tylko przeciw planszy, a także przeciwko sobie, co dla mnie jest dużą zaletą. Poza tym klimat znany z przygód rycerzy Okrągłego Stołu jest dość dobrze znany i lubiany, więc nie powinien nikomu przeszkodzić. To gra całkiem już stara i podobno od tamtego czasu powstało wiele lepszych co-opów (nie wypowiem się, bo nie znam!), jednak mimo wszystko spróbujcie Shadows over Camelot, może oczaruje was tak samo jak mnie.

#Ola

1 Response

  1. 5 marca 2016

    […] Plansznoobki zagrały w Cienie nad Camelot. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *