Festiwal Lampionów – zasłużone wyróżnienie Mensa Select?

festiwallampionow700350

Z Festiwalem Lampionów pierwszy raz zetknęliśmy się na Pyrkonie. Najpierw trochę o grze opowiedział nam kolega Norbert, a później korzystając z okazji, kupiliśmy ją w sklepiku pyrkonowym za wygrane w turnieju Fluxxa pyrfunty.

W grę może grać od dwóch do czterech graczy, a rozgrywka trwa około pół godziny. W pudełku znajdziemy:

– 36 kafelków jeziora (w tym jeden kafelek startowy i 11 kafelków z symbolami)

– 56 kart lampionów w 7 kolorach

– 30 kart talentów w trzech typach

– 20 znaczników łódek

W przypadku rozgrywki 2 i 3-osobowej usuwa się odpowiednio po kilka kart i kafelków do pudełka. Każdy gracz zaczyna partię z trzema kafelkami, które trzyma zakryte przed sobą oraz z kartą lampionu w kolorze boku kafelka startowego, który jest zwrócony w jego stronę. Celem gry jest zebranie kart talentów o jak największej sumie punktów.

|

|

W swojej turze gracz może wykonać następujące akcje, co ważne z zachowaniem ich kolejności:

  • Zwrócenie 2 znaczników łódek, żeby wymienić jedną kartę lampionu na inną
  • Zwrócenie odpowiedniej ilości kart lampionów w poszczególnych kolorach, żeby zdobyć kartę talentu
  • Dołożenie kafelka jeziora – akcja obowiązkowa

Za każdy razem kiedy dołożymy kafelek, rozpatrujemy kolory boków zwrócone do poszczególnych graczy – każdy dostaje kartę lampionu w odpowiednim kolorze. Oprócz tego, jeśli osoba dokładająca kafelek złączyła ze sobą dwa takie same kolory, dostaje dodatkową kartę w tym właśnie kolorze. Dodatkowo, jeśli na kafelku dokładanym lub tym, do którego został dołożony nowy kafelek, znajdował się symbol (i kolory na obu bokach są takie same) to gracz otrzymuje dodatkowo łódkę. Przed sobą można mieć maksymalnie 12 kart lampionów. Gra się kończy, kiedy wszyscy gracze dołożą ostatnią ze swoich płytek – następuje po tym jeszcze jednak tura, w której można wymienić łódki oraz karty lampionów.

™

™

Na pierwszy rzut oka gra przypomina mi Kakao. Dokłada się kafelki do tych leżących już na stole i każdy z tego korzysta. Jest to jednak gra, w której bardzo trzeba uważać nie tylko na to co sami chcemy osiągnąć, ale i na to co dajemy pozostałym graczom. Bo to od nas zależy, kto skorzysta najbardziej na naszym ruchu. To my możemy komuś niechcący pomóc, ale jeśli sprytnie zaplanujemy naszą turę – możemy nie dopuścić do wzięcia przez przeciwnika karty lampionu. Tak dzieje się, jeśli koloru boku kafelka zwróconego do któregoś graczy nie ma wśród dostępnych kart lampionów. I to jest bardzo sprytne posunięcie, czasami jednak niemożliwe. Niestety częściej kusi możliwość połączenia kolorystycznie kilku boków i zrobienia tak zwanego „combo”, niż chęć dopieczenia przeciwnikowi. Jednak według mnie najlepszą strategią jest nie pozwolić wziąć karty lampionu przeciwnikowi, kosztem wzięcia mniejszej ilości kart przez nas.

Gra jest sympatyczna. Raczej nie odczułam w niej złośliwości, nawet jeśli zdarzyło mi się podczas czyjejś tury nie dostać karty lampionu. Rozgrywka nie jest długa, więc Festiwal Lampionów może dobrze sprawdzić się jako rozgrzewka przed cięższym tytułem. Wbrew pozorom wcale nie zajmuje dużo miejsca i można ją śmiało zabrać ze sobą do baru czy pubu. My zagraliśmy w nią w lokalnej pizzerii i wciąż nie czuliśmy dyskomfortu z powodu braku miejsca. Jeśli chodzi o kolory – nie mam nic do zarzucenia, wszystkie się od siebie odróżniają, choć jest ich aż 7. Jest to dla mnie ważny aspekt, ponieważ na przykład grając w Intrygantów dostawałam oczopląsu nie mogąc rozpoznać kolorów kart.

y

Gra jest dosyć prosta. Nie zbieramy kart lampionów na później, a raczej konkretnie po to, by je jak najszybciej wymienić na karty talentów. Z tymi drugimi jest tak, że im szybciej je weźmiemy, tym więcej mamy punktów – leżą one w stosikach z punktami ułożonymi wartością od góry do dołu. Dodatkowo mamy trzy możliwości wymiany kart lampionów: 4 tego samego koloru, po dwie w 3 różnych kolorach lub po 1 w siedmiu różnych kolorach. To jak zaplanujemy swoją strategię zależy głównie od nas, ale czasem trzeba dostosować się również do tego, co dostaniemy od przeciwników.

Według mnie nie ma w tej grze za dużej losowości. Właściwie – losowo dobieramy tylko kafelki, ale wciąż mamy wybór spośród trzech – i wraz z przebiegiem rozgrywki coraz więcej miejsc do wyboru. Warto dodać, że Festiwal Lampionów zdobył wyróżnienie Mensa Select w 2015 roku.

.

.

Klimatu w tej grze nie czuć. Niby tytuł zobowiązuje, ale tak naprawdę to typowa gra logiczna, w której robimy wszystko schematycznie. Na pewno sprawdzi się jako gra dla początkujących graczy, rodzin z dziećmi czy jako prezent dla cioci i wujka, którzy z grami mają mało wspólnego. Jest to niestety mało wymagająca gra, a liczyliśmy na to, że jednak nas pozytywnie zaskoczy. Z jednej strony zasady są proste, z drugiej trzeba umieć kombinować. Dla mnie to jednak trochę za mało. Festiwal Lampionów zostanie w naszej kolekcji, ale sięgać po niego będziemy raczej tylko przy okazji spotkań rodzinnych lub przy rozgrywce z graczami początkującymi. Jest to przyjemny tytuł, ale dla wymagających graczy po kilku rozgrywkach może zacząć się nudzić. W przypadku równej gry, wyniki graczy różnią się o 1-2 pkt, ale nie wynika to z nagłych zwrotów akcji, ryzyka, przemyślanego silnika, ale z zero-jedynkowości tej gry.

#Gała

1 Response

  1. 21 kwietnia 2016

    […] a Plansznoobki zastanawiają się, czy Festiwal Lampionów został zasłużenie wyróżniony przez […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *