Recenzja Pojedynku (7 cudów) – nowej ulubionej gry Niewodnika!

7DU_box_PL
Jak pewnie wiecie, prowadzę sklep z planszówkami we Wrocławiu a jedną z zalet posiadania takiego biznesu są darmówki od wydawnictw, a przynajmniej od Rebela (ekhem, inne firmy, ekhem), który jak mało kto potrafi zadbać o klienta, zarówno hurtowego jak i detalicznego. Przy ostatniej wizycie ich przedstawiciel handlowy przedstawił mi nowe 7 Cudów Świata: Pojedynek, przy okazji omawiając po krótce zasady gry, jej przebieg i drogi do zwycięstwa. Wierzcie mi lub nie, ale z każdym kolejnym zdaniem moje oczy coraz to bardziej rozszerzały się ze zdumienia, bo oto przede mną miała jawić się gra ideał, połączenie wielu elementów o których marzyłem i to na dodatek wydana przez solidną firmę, która już pokazała co potrafi.

Już parę dni później miałem okazję przetestować nową grę w boju, pojedynkując się z Olą w wolnej chwili na FALKON-ie. Moje wrażenia z pierwszej rozgrywki są całkowicie pozytywne, a gra klimatem trzyma się oryginału, przy okazji czerpiąc z niego co lepsze, a wyzbywając się wad. Dotychczas śmiało grałem w 7 cudów we dwójkę, ciesząc się rozgrywką, opartą o wykorzystywanie Wolnego Miasta, natomiast to co oferuje nam Pojedynek przebija ten tryb wielokrotnie.

IMG_2282 (początek gry)

Cała gra toczy się podczas znanych nam trzech Er, w których będziemy spotykali różnorodne karty, w kilku kolorach, oznaczających ogólną funkcję, tak samo jak w oryginale. I tak: brązowe karty produkują surowce (drewno/glina/kamień), szare dobra (papirus/szkło), czerwone to wojna, niebieskie przedstawiają budynki użytku społecznego, zielone to technologia, żółte to handel, a pojawiające się w III erze fioletki, to oczywiście Gildie. Pierwszą różnicą jaką zauważymy między Pojedynkiem a podstawką jest sposób toczenia wojny. Zapomnijmy o bitwie po każdej erze, tutaj wojnę toczymy całą grę i jeśli kupujemy kartę, która dostarcza nam tarczę wojenną, to przesuwamy się na specjalnym torze w stronę przeciwnika. Jeśli uda nam się przejść o 9 pól więcej niż oponent, gra się kończy naszym zwycięstwem militarnym. Drugim sposobem na zwycięstwo jest przewaga technologiczna. Tym razem zielonych kart jest 12, po dwie w 6 różnych znakach. Grę wygramy jeśli uda nam się zdobyć wszystkie sześć, ale to nie wszystko, bo jeśli uda nam się zakupić parę kart z takim samym znaczkiem, dostajemy specjalny żeton technologiczny do wyboru z pięciu aktualnie dostępnych. Długo    by pisać o nich, gdyż są bardzo zróżnicowane, ale w ogromnym uproszczeniu dają one monety, punkty zwycięstwa, albo rabat przy zakupie danych kart. Ostatnim i już zwykłym sposobem na wygraną jest po prostu nazbieranie większej ilości punktów niż przeciwnik.

Na początku gry draftujemy po 4 specjalne karty cudów (z puli 12), które będziemy mogli wybudować w czasie rozgrywki, a dają one zazwyczaj specjalne zdolności, których nie spotkamy na kartach, takie jak na przykład bardzo ważne powtórzenie ruchu. Apropos wcześniej wspomnianego, w trakcie swojej tury wybieramy jedną z dostępnych kart (a są one ułożone na stole w specyficzny dla każdej ery sposób) i mamy znane nam już trzy wybory. Albo kupujemy kartę, albo sprzedajemy ją za złoto, albo też stawiamy na tej karcie jeden z naszych cudów. Warto zauważyć w tym momencie, że żółte karty doczekały się ważnej funkcji, gdyż normalnie sprzedajemy je za 2 monety, ale każda żółta karta, którą mamy przed sobą podnosi ten zysk o 1. Kolejnym bardzo ważnym aspektem gry jest fakt, że brakujące surowce skupujemy od banku, nie od innego gracza, natomiast nasz oponent dalej ma okazję nam w tym przeszkodzić, gdyż cenę danego surowca czy dobra można manipulować.

IMG_2283(druga era)

Pojedynek jest grą bardzo dobrze zbalansowaną, choć słyszałem parę lamentów, iż zmusza nas do zakupu zielonych kart (lamentujący Emil), albo że nie wygrywa się na wojnę (lamentujący WuCet), natomiast po rozegraniu parunastu partii stwierdzam, że wszystko zależy od stylu gry. Miałem rozgrywki kończące się na naprawdę przeróżne sposoby – wygrywały zielone, wygrywały wojny (najszybciej w połowie drugiej ery), raz nawet udało mi się wygrać grając na żółte i przez większość III ery po prostu sprzedając karty (gdyż monety również dają punkty zwycięstwa). Faktem jest jedynie to, że zazwyczaj bardziej opłaca się zainwestować w parę zielonych kart, tak aby zdobyć żeton Postępu, który pomoże nam w naszej taktyce.

7 Cudów Świata to gra jak na swoje gabaryty i przeznaczenie tylko dla dwóch osób to gra droga (cena oscylująca przy 100zł), natomiast według mnie warta każdej złotówki. Całość jest czytelna, dobrze dopracowana, ma ładne grafiki, które są wyraźne i nie zlewają się ze sobą, a oznaczenia umiejętności są dobrze wytłumaczone w instrukcji – została napisana przez profesjonalistów, którzy dobrze wykonali swoją robotę. Niestety mimo tego, że karty znacząco pomniejszono nie jest to gra kompaktowa i potrzebuje trochę miejsca by móc w nią zagrać, chociażby ze względu na mnogość elementów i samą ilość zagranych w trakcie gry kart (60), które będą się znajdować na stole. Elementy są zrobione z dobrej jakości materiałów, karty są z plastiku, a reszta elementów jest kartonowa, plus plastikowy znacznik postępu wojennego. Minusem jest niestandardowy wymiar kart, na które ciężko znaleźć koszulki.

IMG_2284

Nigdy nie dawałem ocen planszówkom, ale tutaj śmiało wystawiam 10/10 i oficjalnie Puerto Rico wylatuje z mojego Top3 na rzecz 7 Cudów Świata:Pojedynek, mojej nowej ulubionej gry dla dwóch osób.

Za jakiś czas postaram się napisać do tej gry poradnik, ale nie oszukujmy się, nie będzie to za tydzień ani dwa. Gra jest tak rozbudowana, że zajmie mi trochę, zanim solidnie ją rozgryzę.

/Niewodnik

3 Responses

  1. UncleLion pisze:

    Ciężki jest żywot starych dobrych klasyków… coraz więcej z nich odchodzi na dalsze miejsca rankingów. Za to coraz lepszy jest żywot nas graczy, bo nie możemy narzekać na brak dobrych gier :)

  1. 27 listopada 2015

    […] jeszcze nie wiecie dlaczego, to zobaczcie jak do tej gry zachęcał was jakiś czas temu Niewodnik (Link). To gra na milion różnorodnych partii, wciągnie niejedną parę od razu. A miłośnikom 7 […]

  2. 7 stycznia 2016

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *