Namiestnik – Niewodnik zazdrosny o nową miłość Oli.

     Bardzo rzadko decyduje się na wspieranie projektów gier, zwyczajnie lubię najpierw dotknąć pudełko i dokładnie obejrzeć grafiki, a dopiero później wrzucać grę na moją już i tak zbyt długą wishlistę. Jednak kiedy pierwszy raz zagrałam w Namiestnika, natychmiast pożałowałam, że nie wsparłam wydania tej gry! Na szczęście, udało mi się już zdobyć swój egzemplarz, ograłam i mogę się pozachwycać.

Moją kopię upolowałam używaną, razem ze szpanerską matą (zupełnie niepotrzebną, ale śliczną!)  i notesem do punktacji, bez którego liczenia punktów na koniec gry jest naprawdę nieprzyjemne. W oryginalnym pudełku niestety takich wygód nie ma, dostajemy karty, żetony i żadnej wypraski, co też niesamowicie mnie irytuje. Karty wykonane są całkiem przyzwoicie, a grafiki zupełnie przepiękne.  Problemem jest tylko to, że mam wrażenie iż nie pasują do siebie,  jakby były z innych gier, innych klimatów. Żetony będą się ścierać, obchodźcie się z nimi delikatnie!

12695599_1209337242428734_711572907_o

W namiestniku gracze walczą o władzę w królestwie Laaru, budując piramidę władzy. I właściwie ze wstępu fabularnego to tyle – w namiestniku ciężko doszukać się choćby odrobiny klimatu. Ale czy to przeszkadza? Mi zupełnie nie, bo mechanika jest na tyle ciekawa i innowacyjna, że podbiła zupełnie moje suche serce!

12696835_1209337225762069_80372384_o

Każda runda dzieli się na dwie fazy, licytację i zagrywanie kart. Jako, ze każdy z graczy buduje swoją piramidę, a karty działają tylko na niego, można grze zarzucać brak interakcji. Jednak licytacja, moim zdaniem najważniejsze i najtrudniejsze decyzje w grze, sprawia że interakcji nie brakuje, może nawet powodować intensywne kłótnie. W czasie licytacji na stole pojawiają się 4 karty, przypisane losowo do jednego z czterech kolorów klejnotów, gracze wybierają, który kolor będą licytować i jednocześnie pokazują jaki wybrali. Jeśli tylko jeden z nich wybrał dany kolor, dostaje wylicytowaną kartę. Jeśli więcej graczy wybrało ten sam, muszą licytować dalej a ich klejnoty przepadły. To naprawdę działa! Trzeba ostrożnie planować wybór najlepszej karty, jednak takiej, której nie będą chcieli przeciwnicy i umieć wyciągać jak największe korzyści z każdej, nawet średniej karty.

12696534_1209337249095400_1513756780_o
Po licytacji czas na budowanie, w jednej turze możemy zrekrutować do trzech najemników, a licytujemy tylko jedną kartę, więc uczulam: karty, które dają wam możliwość doboru następnych to największy skarb! W zależności od tego na którym poziomie piramidy uplasujemy daną kartę, takie korzyści będzie ona nam dawała, oczywiście im wyżej tym będzie ona droższa. Ta mechanika daje miliony możliwości i prowadzi do trudnych wyborów – WSPANIAŁE. Do tego dochodzą „uszanowanka” (Pozdrawiam Emil!), budując piramidę możemy zwracać uwagę na kolory w rogach, które będą tworzyć jednokolorowe (bądź nie) kółka. Jeśli uszanujemy kolor i stworzymy całe koło w tej samej barwie, dostaniemy punkty i klejnot tego koloru. Kolejne dylematy: budować piękną piramidę z ładnymi, jednokolorowymi kółkami czy skupiać się na mocnych kartach? W namiestniku punktuje bardzo dużo : komplety symboli, jednokolorowe kółka, symbole mieczy, żetony magii itd, co też daje mnóstwo możliwości, a każda partia wygląda inaczej.

12696623_1209337269095398_2141488496_o

Instrukcja wydaje się przejrzysta, ale podczas pierwszych kilku rund widać odrobinę chaosu, a twarze współgraczy wyrażają zagubienie. Na początku po prostu ciężko się zdecydować co robić, ponieważ gra oferuje nam wiele kierunków rozwoju. Co ciekawe, na końcu instrukcji znajdują się porady dla początkujących, autorzy chyba przewidzieli, że mogą biednym graczom namieszać w głowach. Szkoda, że w większości są one mało pomocne.

Po pierwszych rundach, no może po pierwszej partii otworzą się wam oczy i wszystko powinno stać się jasne, tylko się nie zrażajcie!

12656545_1209337259095399_715123857_o

Słyszałam o Namiestniku różne opinie, „splendor na sterydach”, „pasjans”, z żadną się nie zgadzam. To mechanicznie bardzo dobra gra, oferująca wiele możliwości i pokazująca zupełnie inne oblicze interakcji. Odradzam początkującym, jeśli jednak znudziły was kolejne podobne karcianki czy optymalizacyjne euro to szczerze polecam Namiestnika. Tak, cała gra skupia się na liczeniu i zdobywaniu jak największej ilości punktów i jest optymalizacją, jednak jest na tyle innowacyjną, że musicie spróbować i podzielić mój zachwyt.

/Ola

1 Response

  1. 8 lutego 2016

    […] Plansznoobki o emocjach związanych z Namiestnikiem. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *