Planszówki w Warszawie vol. 2 – Festiwal Gier Planszowych

Ostatnio znajduję dużo więcej czasu i chęci na planszówkowanie, dlatego chciałabym wrócić do pisania relacji z planszówkowych imprez czy cyklicznych spotkań z grami odbywających się w Warszawie. W niedzielę odwiedziłam czwartą edycję Festiwalu Gier Planszowych organizowanego przez Fanów Gier.

fanigier1

Impreza odbywała się w Odessa Club, miejscu może odrobinę dziwnym, ponieważ na festiwalu pojawiło się wiele rodzin z dziećmi. Dotarcie tam nie było dla mnie łatwe, ale cóż to może być akurat wina mojego wrodzonego braku orientacji w czasie i przestrzeni. :) Klub znajduję się przy ulicy Kolejowej, okolica nie wygląda na najprzyjemniejszą, a żeby dojść na miejsce trzeba przemierzyć wiele podejrzanych zakamarków. Cieszyłam się, że nie wybrałam się sama, bo chyba nie odnalazłabym się w tych zaułkach!

Za to po wejściu do środka poczułam się w swoim żywiole. Całkiem fajnie wyposażony gamesroom, mnóstwo stolików i prawie od samego początku imprezy rzesze graczy, nagle wszystko zaczęło wyglądać tak, jak powinien dobry planszówkowy event. Dziwiłam się, że na miejscu nie spotkałam żadnych grających znajomych, bo uczestników było naprawdę sporo – i tych ogrywających tytuły imprezowe i rodzinne, i tych rozpracowujących długie instrukcje jeszcze dłuższych gier.

fanigier5

zdjęcie z profilu Fani Gier

 

Organizatorzy zaprosili do współpracy wydawnictwa, dzięki czemu w specjalnych salach wolontariusze tłumaczyli nowości Phalanxa, Egmontu i Lucrum Games. Po krótkiej partii w portalowe Poprzez Wieki (Aż tak bardzo mnie nie zachwyciło, chyba tytuł zobowiązuje do czegoś lepszego!), dużo czasu spędziłam z przedstawicielami Egmontu.
Pędzące Ślimaki to chyba moja gra imprezy, proste zasady i losowość wynikająca z rzutów koścmi dobrze uzupełnia się z możliwościami pogłówkowania. Po dość słabych i mało znanych Pędzących Jeżach, nie spodziewałam się po Ślimakach tyle funu.

fanigier4

Rozczarował mnie za to okrutnie Tata Miś, całkiem niedawno wydany tytuł skierowany do rodzin z dziećmi. Ładna szata graficzna to chyba jedyna zaleta tej gry, mechanika „push your luck” niczym już nie zaskakuje, a ta gra tylko to nam oferuje. Usiedliśmy do partii w trzy osoby, kiedy pierwszy gracz wygrał w swojej pierwszej turze, szczerze zwątpiłam. Ciekawe jak taka zabawa przypadnie do gustu dzieciom!

fanigier3

Na ratunek przyszedł bardzo dobry Plusk, już dawno powinien wyprzeć z rynku starą i nudną Jengę. Najpierw gracze dzielą się małymi, drewnianymi klockami, co wprowadza do gry zręcznościowej element strategiczny. Gracz wybiera jeden ze swoich klocków i przekazuje go sąsiadowi, który musi ustawić go na wieży. Jeśli ją przewróci, dostajemy punkt. Jeśli nie, wybiera jeden ze swoich klocków: musi być to element w tym samym kolorze, lub o tym samym kształcie co ten, który przed chwilą ułożył. W przypadku, gdy nie ma takiego, musi wziąć klocek od któregoś z przeciwników. Gra kończy się, gdy któryś z graczy zdobędzie 3 punkty, lub pozbędzie się wszystkich klocków – dlatego tak ważne jest, to jakie elementy wybralismy na początku. Mnóstwo świetnej zabawy w malutkiej metalowej puszce, polecam!

Kot Stefan, egmontowski hit, królował również tu. Bardzo prosta gra zręcznościowa, która podoba się i dzieciom i dorosłym.

Przy stołach Phalanxu przyjrzałam się Wyścigowi do Renu i żałowałam, że nie mam czasu zagrać całej partii. Wygląda na dość ciężki, strategiczny tytuł optymalizacyjny i definitywnie wpisałam go na listę „do sprawdzenia”.

W wypożyczalni chyba każy mógł znaleźć coś dla siebie, a obługa była bardzo miła i chętna do pomocy przy wyborze odpowiadającej nam gry. Chcieliśmy wprawdzie zagrać w coś nowego, ale kiedy zobaczyliśmy Quadropolis, nie mogliśmy odmówić sobie rozgrywki! To była chyba dziesiąta partia na moim koncie, także możecie spodziewać się recenzji tej zupełnie przeepickiej gry.

fanigier2

Dzięki współpracy z wydawnictwami uczestnicy mogli wygrać gry w loterii lub spróbować sił w jednym z trzech turniejów: Duszków, Trio i Red7. Odpuściłam sobie dwa pierwsze, choć później żałowałam, bo Duszki to gra idealna dla mnie! Szkoda, że w Red7 graliśmy w wariant rodzinny, który nie pozwala na dobieranie kart, co sprawia, że gra staje się bardzo losowa.

Ogólnie, impreza bardzo na plus. Miejsce sprawdziło się całkiem dobrze, nie zabrakło przestrzeni, a chętni mogli wypić piwo czy coś przekąsić. Chyba wszyscy świetnie się bawili, a organizatorzy dokładali wszelkich starań, żeby każdego nowego gracza wprowadzić w nasz świat. Dodatkowo, szansa na wylosowanie gry sprawia, że 5 zł opłaty za wejście to zupełnie nic. Mam nadzieję, że kolejne edycje będą tak samo udane i że odwiedzimy je całą plansznoobkową ekipą :)

#Ola

1 Response

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *