Recenzja Elizjum

Elizjum to jedna z najnowszych gier wydawnictwa Rebel, którą od niedawna możemy gościć na naszych półkach. Razem z Olą od paru tygodni zmagamy się w pojedynkach dwuosobowych w tę grę strategiczną. Gracze w ilości od 2 do 4 wcielają się w półbogów starających się zdobyć ostatnie wolne miejsce w Olimpie!

Początkowe wrażenia, to po pierwsze mnogość elementów, oraz w miarę skomplikowane zasady gry, które jednak da się przyswoić po paru grach. Instrukcja jest napisana  wyraźnie i przejrzyście, choć natrafiliśmy na parę niejasności, odnośnie wykorzystania mocy kart. Na samym tyle widnieje również tabelka zasad, o których najczęściej się zapomina, jest to świetny pomysł.

Rozgrywka dzieli się na 5 er, a w każdej z nich każdy z graczy ma  4 tury, w których wybiera karty oraz misję na daną erę. Misje to po prostu wyznaczniki nagrody oraz kolejności w kolejnej rundzie rozgrywki. Karty dzielą się na parę różnych sposobów, ze względu na ich rodzinę (jedną z 8), numer (1-3), rodzaj karty (karty jednorazowe, używane raz na erę itd. ) oraz różnorakie efekty. Po zakupie karty kładziemy ją w jednej ze stref gracza o nazwie Domena. Jest to miejsce gdzie przebywają nasze karty, gotowe by korzystać z wypisanych na nich efektów,  warto zaznaczyć, że pod koniec gry żadna z nich nie będzie warta ani punktu, o ile nie przeniesiemy ich do tytułowego Elizjum. Możemy to uczynić w kolejnym etapie gry, czyli Tworzeniu Legendy. Każde z graczy w danej rundzie wybrało płytkę misji, która ma na sobie oznaczenie nagrody (punkty zwycięstwa, złoto i przeniesienia ), która określa ile kart możemy przenieść w danej erze. Za każdą kartę musimy oczywiście zapłacić złotem, które zdobywamy dzięki misji, bądź z posiadanych kart, 1 sztukę za każdy poziom karty (czyli 1 złota za kartę z jedynką, 3 za kartę z trójką). Przeniesione karty od teraz tworzą legendę, która może się składać albo z takich samym kart rodzin albo z kart o tej samej numeracji. Pod koniec gry gracze zostają nagrodzeni za zebrane legendy oraz kolejność ich ukończenia. Niektóre karty punktują również w czasie gry, będąc jeszcze w Domenie, bądź dodatkowo punktują na koniec, będąc w Elizjum.

Wracając do pierwszej fazy, każdy z graczy posiada cztery, różnokolorowe kolumny, które są jego surowcami. Po wybraniu karty lub misji gracz musi odrzucić do końca ery jedną z nich, a jest to istotne, ponieważ i karty i misje posiadają swoje wymagania, aby móc je „zakupić”. Tak też odrzucając kolumnę zieloną w tej erze rezygnujemy z wyłożonych kart, które wymagają posiadania zielonej mocy, oraz misji o tym samym wymaganiu. Warto wspomnieć tu bardzo ważną zasadę. Zakupując kartę/misję nie trzeba płacić kolumną, która była wymagana, także aby kupić kartę o wymaganiu zielony i niebieski, potrzebujemy kolumny zielonej i niebieskiej ale możemy zapłacić dowolną nam dostępną. Sprawia to, że gra staje się iście szachową i każdy z naszych ruchów musimy ostrożnie przemyśleć, tak byśmy nie zostali np. zablokowani przez innych graczy, albo zmuszeni do wzięcia niechcianej przez nas karty, bądź misji. W momencie gdy nie stać nas ani na misję ani na żadną z kart, musimy wziąć zakrytą kartę z góry stosu kart, którą od teraz nazywamy „Obywatelem”. Możemy go wykorzystać jako dowolną kartę w Elizjum, lecz jest ona warta dwa ujemne punkty, ale służy jako awaryjny wypełniacz. Są również karty, które dają nam bonusy od Obywateli, więc nierzadko będziemy wykorzystywać ich właśnie z tych dwóch powodów

Według mnie gra jest ogromnie wciągająca dla tych, którzy lubią przemyśleć swoje ruchy, ale nie chcą tego robić na 15 kroków w przód. Dużą zaletą jest zaskakująco rozwinięta negatywna interakcja między graczami, oraz mnogość umiejętności , w które wyposażone są karty. Sama rozgrywka trwa niewiele ponad 30 minut, dzięki czemu nie nudzi się ona szybko, szczególnie, że gra oferuje w instrukcji różne wariacje rozgrywki.

#Niewodnik

Niewodnik rozpisał się o zasadach, ale nie opisał naszych wrażeń. Odkąd otworzyłam długo leżące na kupce gier do zagrania Elizjum gramy w tę grę codziennie, dosłownie. I to po kilka partii. Chyba jest to najlepszą rekomendacją! Mnie ta gra oczarowała, jest odpowiednio skomplikowana, tak żeby czerpać radość z rozgrywki i przyjemnej pracy szarych komórek. Mechanika kolumn-surowców bardzo przypadła mi do gustu, każdy ruch musi być przemyślany, co więcej gra daje możliwości do subtelnej negatywnej interakcji.  Niewątpliwą kolejną zaletą jest też tworzenie talii, tak jak Niewodnik wspomniał w grze jest 8 rodów, czyli 8 różnych talii kart. Do rozgrywki jednak wybieramy tylko 5 z nich, co sprawia że kolejne partie mogą się od siebie diametralnie różnić. Autorzy przygotowali kilka zestawów, które najlepiej się sprawdzają w zależności od stopnia zaawansowania i preferencji graczy, bardzo bardzo na plus!

Na wspomnienie zasługuje też wypraska, jest jedną z  najbardziej przemyślanych i pomysłowych jakie widziałam. Nie dość , że wszystkie elementy są uporządkowane i nie przemieszczają się w pudełku to wypraska wpasowuje się w klimat gry przedstawiając antyczną świątynie.

Jeśli chodzi o grafiki na kartach to ich poziom jest bardzo różny. Niektóre podobają mi się bardzo, na inne wolę nie patrzeć.  Właściwie mi to zupełnie nie przeszkadza, gram raczej dla mechaniki niż klimatu. A mechanika mnie po prostu powaliła!

Niestety nie mieliśmy jeszcze okazji zagrać w więcej niż 2 osoby, większa liczba przeciwników może sporo zmienić w rozgrywce, jestem tego bardzo ciekawa. Aktualnie ciągle dostaje baty od Niewodnika, który gra na Legendy Potęgi. Obiecałam mu, że w końcu wygram grając pod Legendy Rodzinne, trzymajcie kciuki bo jakoś mi nie idzie.

#Ola

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *