Poczytajcie o zachwytach Oli nad Domkiem z kart! :)

Domek to jedna z tych gier, których nie da się nie znać, choć odrobinę interesując się tematem planszówek. Ten tytuł był promowany jeszcze długo przed wydaniem, a ogólny hype i miliony zasłyszanych gdzieś pozytywnych opinii sprawiły, że bałam się zagrać, żeby się nie rozczarować. Bo co jest gorszego, niż świetnie zapowiadająca się gra, która przez zbyt wysokie oczekiwania przynosi zawód. Dałam jej szansę i w końcu po zagraniu kilkunastu (kilkudziesięciu? Sama nie wiem!) partii mogę z czystym sumieniem powiedzieć: grajcie, rozczarowań i płaczu nie będzie!

IMG_4836

Wygląda ładnie. Wygląda słodko. To może być równie dobrze wadą i zaletą – nie wszystkich pewnie przekona zaglądająca z pudełka uśmiechnięta dziewczynka, do mnie też nie przemawia. Grafika z okładki kojarzy mi się ze scenką z idyllicznej bajki dla sześciolatków, co z kolei przywołuje wizję gry dla dzieci. Teoretycznie, zgodnie z opisem na pudełku w Domek mogą grać 7 latki, co wcale nie poprawia sytuacji. Zawartość pudełka trochę mnie uspokaja – grafiki na 108 kartach są może odrobinę infantylne, ale cieszą oko (choć ich styl nie odbiega od ilustracji z pudełka). Po otwarciu ujrzałam świetną wypraskę, bardzo fukncjonalną i pomysłową – idealnie zapobiega przed przemieszczaniem się elementów. Do wykonania przyczepić się nie można, plansze gracza i żetony zrobione są z bardzo wytrzymałej tektury (nawet małe dzieciaki nic jej nie zrobią!). No i notes do punktacji – to bardzo, bardzo istotny element gier, w których te punkty liczyć trzeba (np. do Namiestnika, w którym punktacja jest wyjątkowo skomplikowana trzeba było oddzielnie dokupić notes, sic!). Na kartach ukryte są smaczki dla geeków, np. DeLorean czy zamrożony Han Solo w garażu, co sprawia że nie tylko małe dziewczynki mogą czerpiać przyjemność z oglądania każdej karty (dużym plusem jest tez niepowtarzalność grafik, nawet na kartach tych samych pomieszczeń).

Mechanika jest banalnie prosta, a tłumaczenie zasad zajmuje maksymalnie 7-8 minut. Na środku stołu leży tor dobierania kart, a każdy z graczy dostaje planszę domku. Przez 12 rund (bo tyle mamy miejsca na karty-pokoje w naszych domkach) każdy z graczy wybiera jeden ich zestaw: kartę pomieszczenia z kartą dodatkową i umieszcza je na swojej planszy.

IMG_4837

Elementy kart dodatkowych:

  • dachy: na koniec gry dostaniemy dodatkowe punkty jeśli uzbieramy 4 karty dachów (3 punkty) i dodatkowe 5 punktów, jeśli dachy będą w tym samym kolorze! (trzymamy je zakryte, więc musimy wytężyć pamięć – może brzmi śmiesznie, ale uwierzcie, grałam z wieloma ludźmi i wszystkim się zdarza zapomnieć).
  • karty wyposażenia: w momencie wzięcia karty, dostajemy żeton wyposażenia warty 1 lub 2 punkty i wkładamy go do odpowiedniego pomieszczenia (jeśli takie mamy, jeśli nie – żeton przepada). Co ważne, po włożeniu żetonu nie możemy rozbudowywać pomieszczenia.
  • karty narzędzi i pomocników: karty, które pozwolą nam wykonywać dodatkowe akcje lub zagwarantują efekty.

Zawsze pierwsza karta na torze jest samotna, nie ma nad soba karty dodatkowej – biorąc ją stajemy się pierwszym graczem, co jest w tej grze dość istotne – zwłaszcza w przypadku gry 2 i 3 osobowej, ale o tym później.

Celem gry jest oczywiście zebranie jak największej ilości punktów zwycięstwa. Budując więc pomieszczenia w naszym domu musimy pamiętać o kilku rzeczach:

  • ważna zasada budowy: pomieszczenia nie mogą lewitować w powietrzu! Jeśli chcemy zbudować pokój na pierwszym piętrze, pod nim musi znajdować się już karta.
  • pomieszczania dają nam różną ilość punktów, w zależności od tego ile kart danego rodzaju znajdzie się koło siebie. Przykładowo jeśli salon składa się z 1 karty to wart jest 1 punkt, natomiast 3 karty to aż 9 punktów! Co więcej, niektóre pomieszczenia dają więcej punktów w sąsiedztwie innych, na przykład: Spiżarnia daje 1 punkt, chyba że znajduje się koło kuchni wtedy daje ich 3.
  • na koniec gry przyznane zostaną punkty za funkcjonalność: 3 punkty jeśli domek będzie miał: sypialnię, kuchnię i łazienkę, dodatkowe 3 punkty jeśli będzie miał łazienki na obu piętrach.
  • pomieszczenia tego samego rodzaju nie mogą ze sobą sąsiadować – salon składający się z 3 kart jest ok, bo na tyle został przewidziany (oznaczenia są na kartach), ale dwie łazienki koło siebie istnieć nie mogą, tak jak czwarta karta salonu, która byłaby kolejnym pomieszczeniem.

Po przeczytaniu tego skrótu zasad jesteście w stanie praktycznie zagrać swoją pierwszą partię w domek, naprawdę to jest takie proste! Skąd więc tyle pozytywnych emocji związanych z tą grą?

Lubię gry, które mają na tyle proste zasady, że praktycznie każdy może w nie zagrać, w pełni świadomie zbierając punkty i dążąc do zwycięstwa. Jakie ma szansę na wygraną ktoś, kto pierwszy raz siada do Terry albo Agricoli w towarzystwie zapalonych graczy? Żadne. Ma chociaż szansę nie zostać zgniecionym przewagą kilkunastu punktów? Małe. Do domku mogę usiąść po 20 partiach i przegrać z totalnym casualem, ale wcale nie dlatego, że gra jest losowa. Gra ma na tyle proste i intuicyjne zasady, że ich zrozumienie przychodzi samo i od pierwszej rundy świeży gracz jest w stanie podjąć walkę o punkty i wygraną. Oczywiście, trochę losowości jest – nie da się tego uniknąć w grze, w której używamy kart. Jednak tutaj ta losowość nie przeszkadza, ciężko mi wytłumaczyć dlaczego, ale najlepszym dowodem niech będzie to, że zirytowałam się na pechowe dołożenie chyba tylko raz w ciągu całej mojej przygody z Domkiem. Poza naprawdę skrajnymi przypadkami, dobrze planując z każdej sytuacji da się wycisnąć coś dla siebie.

IMG_4838

Rzadko mi się to zdarza, ale w Domek zagrałam również z dziećmi, 8 i 10 latkami. Nie miały żadnego problemu ze zrozumieniem zasad (nie są to dzieci super ograne, miały styczność z Dobblami i Monopolem) i od samego początku świetnie się bawiły rywalizując z dorosłymi. I zwykle nie wierzę, kiedy rodzice mówią mi „12 latek wygrywa ze mną w 7 cudów świata” – jeśli chodzi o Domek jest to jak najbardziej możliwe.

Wciąż nie przyszedł moment, w którym nie chce mi się w Domek już grać, co więcej mogę usiąść do 4 partii z rzędu (pozdrawiam Radka!) i wciąż świetnie się bawić, marudząc że chcę więcej. Więcej gier i więcej punktów. W pewnej chwili zaczęłam budować mój dom wciąż tak samo, bo taki układ dawał mi najwięcej punktów, chociaż na pewno są jakieś lepsze i ciekawsze sposoby. W Domku o każdy, każdy punkt trzeba walczyć i dlatego wydaje mi się on dobrą grą również dla rywalizacyjnych geeków. Każda decyzja musi być przemyślana: czy to co wezmę, co gdzie położę, nie wspominając o tym, co wyrzucę przeciwnikom. Szybkie liczenie przed każdym wzięciem kart to dla mnie obowiązek (trzeba przyznać, że nie jest to skomplikowana matematyka, jednak w momencie kiedy wyniki oscylują między 35-42 punktów to nie można pozwolić sobie na żaden błąd, żadne przeoczenie cennego punkcika).

Grałam wiele partii w komplecie graczy, grałam też w 2 i 3 osoby. Nie chcę powiedzieć, że są to zupełnie inne gry, ale różnica między grami 4 i 2 osobowymi jest kolosalna. W wariancie 2 i 3 osobowym (standardowym, bo występuje jeszcze „rodzinny”) pierwszy gracz dostaje ogromny przywilej – nie dość, że wybiera karty jako pierwszy, usuwa jeden komplet kart (oczywiście, nie może wyrzucić z gry karty z pierwszego pola dającego również znacznik pierwszego gracza).
Można uprzeć się, że jest to w jakiś sposób negatywna interakcja. O ile w grach rodzinnych nie będzie to pewnie odczuwalne, w grach z planszówkowiczami może powodować spore kłopoty, zwłaszcza w grze 1 vs 1, gdzie pierwszy gracz będzie zawsze wyrzucał potrzebne karty dla jednego przeciwnika.

Dodatkowym atutem jest czas gry, w Domek można zagrać w 15 minut. Oczywiście im więcej graczy tym dłużej, ale żadna partia nie przekroczyła pudełkowych 30 minut. To czyni go zarówno świetną grą rodzinną jak i doskonałym tytułem dla graczy, fillerem między wspomnianą Terrą i Agricolą.

#Ola

1 Response

  1. 30 czerwca 2016

    […] trochę inny Domek z […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *