Szalone zegarki – czy jesteś na tyle szalony, żeby w to zagrać?

Brakowało nam ostatnio z Emilem gier imprezowych – we wszystkie możliwe już zagraliśmy. Sięgnęliśmy więc po Szalone Zegarki wydawnictwa 2 Pionki, grę od 4 do 7 osób, w której rozgrywka trwa około pół godziny.

IMG_20151213_115150

Zasady są bardzo proste:

  1. Na stole pośrodku kładziemy planszę zegara głównego.
  2. Wszystkim graczom rozdajemy karty zegarków po równo, resztę (jeśli takie są) odrzucamy do pudełka. Gracze nie podglądają swoich kart!
  3. Po kolei każdy z graczy mówi godzinę (póki co zgodnie ze wskazówkami zegara), zaczynając od godziny pierwszej i odkrywa kartę zegarka – jeśli godzina mówiona i ta na obrazku są takie same, wszyscy kładą ręce na planszy zegara głównego. Ostatnia osoba, która położyła rękę zgarnia karty, ale maksymalnie 5 z nich i umieszcza je na spodzie swoich kart, resztę zgarniętych odkłada na bok.
  4. Jeśli któryś z graczy pomyli się mówiąc godzinę lub uderzając ręką w zegar centralny – również zbiera karty.
  5. Istnieją także zasady główne: jeśli na karcie widnieje Wehikuł Czasu, następni gracze muszą mówić godziny w tył, np. czwarta, trzecia, druga itd.
  6. Rozgrywa się 4 rundy, a każda z nich kończy się, kiedy pierwszy z graczy odkryje ostatnią kartę ze swojego stosu.
  7. Po każdej rundzie tasuje się wszystkie karty i każdy gracz otrzymuje nowy zestaw.
  8. Gracz, który wygrał poprzednią rundę wybiera nowe zasady z kart CO? i KIEDY? (nowe warunki gry), ale stare również obowiązują. Pierwsza runda to rozgrzewka, dopiero teraz zaczną się smaczki! :)
  9. Wygrywa ten, który… wygra ostatnią rundę! Możesz być cwaniakiem przez wszystkie trzy rundy, ale czwartą zaprzepaścić i tym samym przegrać!

Cała kwintesencja tej gry polega na tym, że z biegiem czasu i kolejnych rund, z większą ilością zasad jest o wiele trudniej. I kiedy już w tej ostatniej, najważniejszej ale i najtrudniejszej rundzie masz 4 obowiązujące zasady – jest bardzo ciężko. Dlatego też osoba, która wygra ostatnią rundę – wygrywa całą grę. Proste? A i owszem!

IMG_20151213_115107
Tak wyglądają karty zegarków.

Tak prosto nie jest jednak podczas rozgrywki – pierwsza runda to banał. Każdy głupi potrafi zsynchronizować się tak, aby słysząc i widząc tą samą godzinę uderzyć szybciutko w zegar. Ale przy nowych zasadach mózg potrafi płatać figle. Przykład: obowiązuje zasada wehikułu czasu, zasada tej samej godziny wypowiadanej i tej na karcie, a dochodzi zasada, że kiedy widząc konkretny zegar kolejne osoby muszą mówić godziny w innym języku! I wszystko jest super, dopóki nie okaże się, że Twój znajomy zna język chiński albo inny mongolski! IT’S A TRAP.

Bardzo ogromnym plusem jest ilość kart CO? I KIEDY? – a jeszcze większym to, że można je wylosować w kompletnie różnych zestawach za każdym razem! Ich zróżnicowanie i bardzo ciekawe zasady widniejące na nich pozwalają jeszcze bardziej cieszyć się z każdej kolejnej rundy. Dodatkowo dla zaawansowanych graczy istnieje opcja wymyślenia własnych zasad kart KIEDY, co jest świetną sprawą!

IMG_20151213_114932

Naszym znajomym, z którymi graliśmy – gra niespecjalnie przypadła do gustu, ale to wytrawni gracze, którym ciężkie tytuły już dawno przeżarły mózg 😀 My natomiast z Emilem przy pierwszej rundzie nie zrozumieliśmy trochę zamysłu gry i byliśmy skonsternowani. Jednak kiedy dochodziły nowe reguły – wow, gra nam się bardzo spodobała! I właśnie chciałam napisać – jest miła i lekka, ale w sumie jednak chodzi o to, że taka nie jest. Ona właśnie jest MÓZGOŻERNA – choć przyjemnie mózgożerna. Tak skupiasz się na patrzeniu w karty, że dostajesz oczopląsu. I myślę, że gdyby nasi znajomi zagrali z nami kilka kolejnych partii, to na pewno przekonaliby się do tej gry. W końcu już od drugiej rundy śmiali się na cały głos. :) My po zagraniu już na spokojnie w domu nie mogliśmy poprzestać na jednej grze – było ich co najmniej kilka, bo każdy z nach chciał rewanżu.

IMG_20151213_115052

Ta gra jest czymś nowym, bo im dalej brniesz, tym jest gorzej, ale ciekawiej, a Ty poddajesz się tej ciemnej stronie mocy bez najmniejszych oporów. Gra wciąga i to bardzo! W pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że chcesz coś sobie udowodnić, chociaż sam właściwie nie wiesz co. Że jesteś najlepszy? Niepokonany? Masz ekstra genialny refleks a Twoja koncentracja jest godna rycerza Jedi? Dowiesz się tylko i wyłącznie, kiedy zagrasz w Szalone Zegarki.

Dla nas gra jest kolejną fajną imprezówką, która na pewno zostanie w naszej kolekcji. Z pewnością weźmiemy ją ze sobą na święta jadąc do moich rodzinnych Suwałk – babcia z jej wzrokiem może nie będzie najszczęśliwsza, ale moja młodsza siostra na pewno oszaleje na punkcie tej gry! Pewnie będzie ją chciała pożyczyć i zagrać z koleżankami po przerwie świątecznej, ale nam tak ciężko będzie się z nią rozstać!

IMG_20151213_115003

Komu gra przypadnie do gustu? Na pewno tym szalonym – tytuł mówi sam za siebie. Wielbiciele gier na refleks, koncentrację, szybkość – oni będą zachwyceni. Także Ci, którzy lubią, kiedy w trakcie gry zmieniają się zasady. Wielbicie imprezówek, rodziny, czy dzieciaki (ale te starsze). Osobiście bardzo poleciłabym grę na prezent oraz świetlicom szkolnym – buduje dobry refleks, pomaga w wyuczeniu w sobie koncentracji, ale także może być pomocna na lekcjach angielskiego, na których dzieciaki uczą się dopiero numerków. Przecież zasady są po to, aby je łamać, a nawet po to, aby je samemu pod swoje chęci i możliwości tworzyć! My sami już nie możemy się doczekać, a wymyślimy taką regułę, która zeżre nam mózg z taką siłą i chęcią, jaką robią to zombie!

Zdecydowanie polecam.

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Portal.

#Gała

2 Responses

  1. 14 grudnia 2015

    […] Są takie gry, do których potrzeba prawdziwej odwagi. Czy można to powiedzieć o Szalonych zegarkach? Odpowiedzą Plansznoobki. […]

  2. 7 stycznia 2016

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *