Recenzja Kakao – gry dla ludzie wszelkiej maści i w każdym wieku!

Nie pamiętam nawet kiedy pierwszy raz grałam w Kakao, pamiętam za to, że pierwszej partii towarzyszyły bardzo ciepłe uczucia. Emil i Gała ostatnio zdobyli swój egzemplarz i to z nimi rozegrałam kolejne gry, sprawdźcie jak się nam podobało

DSC_4495

Jak zwykle zacznijmy od wrażeń estetycznych, otwieramy pudełko i oczom ukazuje się mój ulubiony widok – wypraska idealnie dopasowana do elementów: kafelków dżungli, kafelków pracowników, plansz graczy, pionków nosiwody, ziaren kakao, monet i żetonów słońca. Wykonaniu nie można nic zarzucić, ale nie ma również nad czym się zachwycać. Grafiki są dość specyficzne, spotkałam się ze zdaniem że pudełko jak i jego zawartość wygląda ubogo, mi osobiście taki styl zupełnie nie przeszkadza. Może dlatego, że zupełnie nie skupiam się na klimacie, który naprawdę ciężko tu poczuć. Dla jednych to wada, znów dla mnie nie jest to absolutnie wadą, jeśli gra ma porządną mechanikę, która pozwala skupić się na punktach a nie otoczce.

 

DSC_4496

 

Ale właściwie o co chodzi? Oczywiście o zdobycie jak największej ilości punktów. Zbieramy żetony kakao, żeby móc sprzedać je za monety-punkty zwycięstwa na targach, kopiemy złoto, czyli natychmiastowo dostajemy monety. Pracownicy przenoszą wiadra wody, dzięki czemu przesuwamy pionek nosiwody na pola dające więcej punktów, lub zdobywają przewagi przy polach Świątyń (gracz z największą liczbą robotników 6 punktów, druga osoba 3 punkty.). Najciekawsze i najbardziej zmieniające rozgrywkę są żetony Boga Słońca, które bezpośrednio dają mały zysk punktowy, za to dają możliwości cenniejsze niż drobne punkty!

DSC_4499

Zasady są prościutkie, bez zagłębiania się w szczegóły (czyli konkretne płytki dżungli) są do przekazania w 7 minut, co uważam za wielką zaletę. Na początku gry każdy z graczy tasuje kafle pracowników w swoim kolorze i dobiera 3 na rękę – z nich w każdej turze będzie wybierał jeden, który chce dołożyć a następnie dobierze, by zawsze mieć 3 do wyboru. Na swoich planszach gracze ustawiają pionki nosiwody na polu z najniższą wartością. Jeszcze tylko musimy znaleźć startowe kafelki dżungli i możemy grać. W swojej turze nie mamy możliwości wyboru – zawsze najpierw na planszy kładziemy jeden kafelek robotników i od razu rozpatrujemy co się w związku z tym dzieje. Kiedy nasi robotnicy przylegają do odpowiedniego kafelka dżungli możemy wziąć ziarno kakao, sprzedać je, przesunąć pionek nosiwody na pole dające więcej punktów, wziąć żeton Słońca, lub walczyć o przewagi przy polach świątyń. Zależnie od tego ilu pracowników przylega do danego kafelka tyle razy wykonujemy daną akcję. Dodatkowo jeśli po tym przynajmniej dwa kafelki robotników przylegają do pustego miejsca w dżungli mamy obowiązek dołożyć w to miejsce jeden z dwóch dostępnych kafelków dżungli i również natychmiast wykonać związek z tym akcje. W takim przypadku któryś z przeciwników może też mieć możliwość wykonania akcji, na co trzeba zwracać szczególną uwagę. W pierwszej grze mogą pojawić się z tym problemy, bo nie zawsze widzimy gdzie powstaje miejsce, na które musimy położyć kafel dżungli, ale wystarczy trochę wprawy. Dodam, że kafelki graczy i kafelki dżungli układają się w szachownicę. Oto przykład:

DSC_4510

Gra kończy się kiedy wszyscy gracze zużyją wszystkie kafle pracowników. W momencie gdy skończą się kafle dżungli zyskujemy dodatkową opcję – a właściwie zyskują ją tylko osoby, które w trakcie gry zebrały żetony Słońca. Zamiast standardowo dokładać kafel pracowników do pól dżungli, będziemy mieli możliwość nadbudować swoje wcześniej wyłożone kafelki. Później już tylko podliczamy monety, przewagi przy świątyniach i doliczamy punkty za poziom wody w wiosce.

DSC_4503

DSC_4508

Kolejne partie były jeszcze przyjemniejsze niż ta pierwsza, Kakao idealnie wpisuje się w moją ulubioną kategorie gier – easy to learn, hard to master. Prościutkie zasady, ale z każdą partią więcej kombinowania i liczenia płytek. Gra się bardzo, bardzo przyjemnie niezależnie od ilości graczy i ich planszówkowego doświadczenia. Słyszałam wiele porównań do legendarnego Carcassonne, właściwie nie wiem dlaczego – jedyne podobieństwo to to, że obie opierają się na kafelkach. Ale jeśli chcecie wiedzieć, w moim personalnym rankingu Kakao deklasuje nudne i schematyczne Carcassonne!

 

DSC_4497

 

Kilka słów od Gały: Urzekło mnie pudełko, które jest śliczne i kolorowe. Ogólna grafika gry nie zachwyca, ale jest po prostu ładna. Kiedy gramy w grę, obowiązkowo pijemy do niej ciepłe kakao, co jest absolutnie boskie! Gra jest dosyć losowa, ale mimo to baaaardzo przyjemnie się w nią gra. Ola mówi, że mi zawsze podobają się wszystkie gry, ale to nie prawda. Ja po prostu doceniam trud włożony w pracę nad każdą z nich i daję im szansę. Nie jestem wybredna. A jak już jakaś spodoba mi się bardzo bardzo, to daję wtedy znać! I taką grą jest Takenoko, którego recenzja pojawi się tu niedługo, ale teraz nie o tym. Myślę, że autor Kakao chciał, by gracze mile spędzili niedzielne popołudnie przy partyjce tejże gry i to mu się udało! Mojej siostrze też się podobało, więc jeśli ktoś szuka gier dla nastolatków, to Julka także poleca :)

 

DSC_4501

 

#Ola

1 Response

  1. 31 grudnia 2015

    […] Plansznoobki zachęcają by z gorącym kakao zagrać w Kakao. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *