Allhambra – Nowa Stara Miłość?:) – Recka od Oli!

allhambra700350

Allhambra tak naprawdę żadną nowością nie jest, ani na świecie, ani w Polsce. W 2003 roku dostała Spiel des Jahres, później została wydana przez G3 i zapomniana na kilka lat. Teraz dzięki współpracy Rebela z QueenGames dostaliśmy świeżutkie, nowe pudełka z Allhambrą.
Nie jest to jednak żadna nowa ani odświeżona edycja, grafiki zostały stare. To według mnie podstawowy problem – Alhambra absolutnie nie trafia w moje poczucie estetyki i pewnie nigdy bym w nią nie zagrała, gdybym nie obejrzała kiedyś odcinka mojego ulubionego Tabletopu z Alhambrą w roli głównej

Jak to zwykle bywa w przypadku Queen Games, wykonanie daje radę! Nie mam nic przeciwko ilustracji na okładce, jestem w stanie znieść również grafiki na kafelkach. Tor punktacji, planszetki graczy i plansza rynku budynków to jednak udręka dla moich oczu. Zapomniałabym wspomnieć o kartach, bo po każdej rozgrywce próbuje wymazać sobie ich wygląd z pamięci – trochę jakby ktoś projektował je w Paincie. Także woreczek na budynki – za każdym razem jak wyciągam pudełko, zadaje sobie pytanie: „dlaczego nie jest zwykłym czarnym/białym woreczkiem?” – podobno w każdym pudełku jest inny woreczek, mój wygląda jak byłby uszyty z kawałka starej pościeli.

brzydkie

Dawno chyba nie znęcałam się tak bardzo nad stroną estetyczną gry, na szczęście piękna prostota i elegancja mechaniki nadrabia zewnętrzną brzydotę.

Celem gry jest standarodowe zdobycie jak największej ilości punktów zwycięstwa. W czasie partii punktować będziemy 3 razy, dwa razy w ciągu rozgrywki i raz po jej zakończeniu. Punkty przyniosą nam budynki i najdłuższy mur otaczający naszą Alhambrę.

Rozgrywka jest bardzo prosta, choć zmusza nas do podejmowania trudnych decyzji. W swojej turze gracz wykonuje jedną z trzech akcji:

– kupuje budynek z rynku i umieszcza go w swojej Alhambrze lub rezerwie
– dobiera kartę pieniędzy o dowolnej wartości bądź karty o maksymalnej sumie 5 pieniędzy.
– przebudowuje swoją Alhambrę – dokłada budynek z rezerwy, usuwa budynek z Alhambry lub zamienia budynek z Alhambry na budynek z rezerwy

Budynki leżą na planszy Rynku – przy kupnie kolor budynku nie ma znaczenia, gracz płaci w jednej z pięciu walut, w zależności na którym miejscu rynku leży jego upragniony budynek.
To całkiem fajna mechanika, choć na początku może sprawiać trudność – zwykle to kolor lub symbol na budynku definiuje jugo koszt.

Gracz, który kupił budynek za dokładną kwotę (bo można przepłacić, np. za budynek kosztujący 10, możemy zapłacić dwoma kartami 7 i 4, jednak nie dostaniemy reszty.) może wykonać dodatkową akcję. Więc jeśli wyczekamy odpowiednie combo możemy wykonać aż 5 ruchów z rzędu: kupić 4 budynki (wszystkie z rynku, uzupełnione zostaną dopiero po turze gracza) i wziąć kartę waluty. Cudowne!

odwrocic

Jak wspomniałam wcześniej, punktujemy 3 razy. Pierwsze i drugie punktowanie następuje kiedy zostaną odsłonięte karty punktacji – są one włożone w talię kart pieniędzy, tak żeby odstęp między fazami punktacji był odpowiedni. Za pierwszym razem punkty dostaje tylko gracz, który ma najwięcej budynków w danym kolorze, za drugim najlepszy oraz kolejny. Na koniec gry punkty za poszczególne kolory dostanie trzech graczy posiadających ich największą ilość.
Punktacja jest ciekawa – najmniej punktów dają budynki, których jest najmniej, a te dające najwięcej pojawiają się najczęściej. W większości gier jest odwrotnie, a ten zabieg dodaje więcej rywalizacji i emocji do gry. Nie wystarczy mieć trochę szczęście i dostać 1, czy 2 budynki w najbardziej wartościowym kolorze, żeby otrzymać za niego punkty, trzeba je konsekwentnie zbierać i mieć przynajmniej kilka.
Punkty dostajemy też za najdłuższy mur, jaki uda nam się wokół naszej Alhambry zbudować. Wprowadza to kolejne trudne decyzje – wziąć płytkę w kolorze, który potrzebuję, czy połączyć dwa fragmenty muru?

W Alhambrę można grać aż w 6 osób i jest to jej wielka zaleta. Większość gier rodzinnych przeznaczona jest na 4, maksymalnie 5 graczy, więc w tym względzie Alhambra niszczy swoich przeciwników w postaci np. Carcassoonne. (Carcassonne miażdży też pod wszystkimi innymi względami, ale to inna sprawa :) )

doduoy

Teoretycznie Alhambra jest całkowicie pozbawiona negatywnej interakcji, chociaż ja ją dostrzegam. Właściwie taką negatywną interakcję lubię najbardziej – nie szkodzę bezpośrednio, ale mogę „przypadkiem” wziąć płytkę, która innemu graczowi dałaby 10 punktów. Ups, nie zauważyłam!
Bezpośrednio można szkodzić w grze dwuosobowej, do rozgrywki dołącza wirtualny gracz (tak bardzo przez wielu znienawidzony, np. w 7 cudach), oprócz dołożenia płytki do swojej Alhambry lub rezerwy, możemy sprezentować ją wyimaginowanemu przyjacielowi. Np, tobie jedna biała płytka nic nie daje, oddajesz ją w ramach prezentu dla wirtualnego gracza i nagle okazuje się, że twój przeciwnik nie ma już największej ilości fioletowych płytek. To taka wyrachowana, przemyślana i zimna negatywna interakcja, nie jakieś brutalne i prostackie bezpośrednie ataki.

W Alhambrę naprawdę dobrze mi się grało, właściwie największym problemem jest dla mnie estetyka (lub jej brak) grafiki. Gra sprawdzi się na rodzinnych spotkaniach i zimowych spotkaniach ze znajomymi, zaryzykuję stwierdzenie, że geeki też mogą łyknąć Alhambrę między partią Cywilizacji i Kawerny. Mi się Alhambra mechanicznie nie mogła nie podobać – proste zasady, ale zostawiające sporo miejsca na pomyślenie i narzucające trudne wybory. Mózg się nie przegrzewa, tyłek nie boli od siedzenia przy stole 4 godziny, a satysfakcja z wygranej gwarantowana.

1 Response

  1. 10 października 2016

    […] Plansznoobki ze starą nową miłością – recenzja Alhambry. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *